Już na wstępie pragnę zakomunikować, że zgoliłem już brodę. Miejmy nadzieję, że ona była winna mej arabskiej urodzie(pozdrawiam tatę Flisiaka) i nieodpartej chęci celników do sprawdzania mej osoby(rękawiczek nie było, co insynuował redaktor Flisiak).
Ciekawostka: redaktor Flisiak, absolwent opolskiej polonistyki(na wydziale im. prof. Zaręby), nie ma zielonego pojęcia gdzie stawia się przecinki. Ja też nie, więc cieszmy się z każdego trafionego.
Trzy dni spędzone w zapadłej dziurze, zapomnianej przez Boga stolicy stanu bezdomnych eskimosów i wielkich ciężarówek, były niezapomniane. Spaliśmy 12godzin na dobę, a i tak znalezienie czegokolwiek ciekawego do roboty graniczyło z cudem. Przeżyliśmy jedynie dzięki Alaskan Amber i tajskiej zupie krewetkowej. Najciekawszym punktem zwiedzania okazało się być kino, w którym załapaliśmy się na projekcję fenomenalnego filmu "The Hangover"(opowiada sparafrazowane przejścia, które sprawiły, że spóźniliśmy się na samolot).
Ciekawostka: najlepsze kalosze, takie dobre do pracy, można tutaj kupić bez problemu. Najmniejszego. Kalosze z problemami można było kupić jedynie przed wielkim trzęsieniem ziemi z wczoraj, ale były droższe i się nie opylało.
Redaktor Flisiak znakomicie wywiązał się z obowiązku podsumowania dotychczasowej trasy, dlatego mi przypadło w udziale przedstawienie państwu kilku fotek(niestety Andrzej Borowczyk był akurat w toalecie(renifer...).
Karty pokładowe
Luwer - przypadkiem.
Redaktor Flisiak zahaczył nogą kabel i przewrócił się na ryj. On żyje, Ona zgasła.
Pierwszy napotkany łosoś. Duży.
Krzesło - jak polskie....ale nie.
~redaktor milian
P.S./Ciekawostka: podczas trzęsienia ziemi siedzieliśmy i jedliśmy, więc to nie nasza wina. Zupełnie nie.